Magazyn dla rodziców i dzieci
FD

 

WIELKOMILUD. Roald Dahl.

fff
Chcecie poczytać o olbrzymie, który miał złote serce i uratował świat? Jeśli tak, gorąco polecam WIELKOMILUDA Roalda Dahla. Jest to jedno z polskich tłumaczeń (chyba lepsze) angielskiej powieści BFG. Poznajemy dwie grupy bohaterów: ludzi i olbrzymy. Ci pierwsi to oczywiście Królowa Anglii, jej pokojówka, kamerdyner, dowódca wojsk i ZOSIA – mała sierotka. To właśnie ona odegra znaczącą rolę w toczących się wydarzeniach. Świat olbrzymów zamieszkują nie zawsze dobre istoty. Przy tłumaczeniu ich imion Michał Kłobukowski miał niezłą zabawę. I tak do okrutnych potworów zaliczymy Kęsochłapa, Kościochrupa, Ludodława, Bachordepta, Mięsospusta, Gardziełgryza, Dziewogniota, Juchożłopa i Rzezikozika. Niestety tylko WIELKOMILUD jest dobrym olbrzymem. Ciekawi was na pewno w jaki sposób skrzyżowały się drogi ZOSI i WIELKOMILUDA? Otóż pewnej nocy dziewczynka nie mogła zasnąć. Niepokoiła ją dziwna cisza zalegająca za oknem. Choć miała pewne obawy, wyjrzała na ulicę pogrążoną w ciemności i:
Coś szło chodnikiem po drugiej stronie ulicy. Podchodziło coraz bliżej. Było czarne… Wysokie i czarne… Bardzo wysokie, bardzo czarne i bardzo chude.
To COŚ czubkiem głowy sięgało ponad pierwsze piętro. I co ciekawe, zatrzymywało się co jakiś czas i zaglądało do mieszkań. ZOSIA odkryła, że to pokoje dzieci najbardziej interesują potwora. Niestety olbrzym zauważył małą podglądaczkę i… porwał ją! Okazuje się, ze to porwanie nastąpiło tylko dlatego, że ludzie nie mogą dowiedzieć się o istnieniu olbrzymów. Normalnie porwany człowiek zostałby zjedzony, ale przecież WIELKOMILUD nie był zwykłym olbrzymem i ludzi nie jadał. Zosia pozostaje przez pewien czas w gościnie u WIELKOMILUDA. Odbywa z nim podróż do Krainy Snów (po co – sami przeczytajcie). Gdy dowiaduje się, że olbrzymy maja zamiar napaść na dwie szkoły – dla dziewcząt i dla chłopców, aby zjeść dzieci, postanawia temu przeszkodzić. Układa plan, wykorzystując sekretny talent WIELKOMILUDA. Jaki finał będzie miała ta opowieść, musicie przekonać się sami. A naprawdę warto. Powieść zauroczy was językiem (w czym wielka zasługa tłumacza, Michała Kłobukowskiego). WIELKOMILUD popełnia wciąż językowe gafy – nie chodził przecież do szkoły a pisać uczył się sam. Stąd tez jego teksty mogą przybierać taką formę:
Dzwoni telefon. Tata podnosi słuhafke i muwi tym swoim warznym głosem do pszyjmowania telefonów „Sluham, Simpkins „. Nagle robi się biały na tfarzy, głos mu sie zmienia i Tata pyta…
Ja uwielbiam wczytywać się w neologizmy, które tworzy WIELKOMILUD. Tak więc olbrzymy „łapaszują ludziów”, on sam jest „olbrzymem misiulińskim”. Można się „szałapuścic tędy i szwędy”. Jest „telewizjer” i „radiosupeł”. Ludź może smakować „kapeluśnie” (jeśli jest na przykład mieszkańcem Panamy) a Anglicy są po prostu „przepychaci’. Jeśli chodzi o narodowości to mamy także Jankęsów, Japączków, Łezkimorsów… Zabawa naprawdę przednia! Namawiam gorąco! A, i jeszcze jedno. Tę powieść również wpisano do kanonu książek dla dzieci i młodzieży. Na koniec kilka uwag o ilustracjach. Do tego wydania WIELKOMILUDA narysował je Franciszek Maśluszczak, znany i uznany twórca polskiej sztuki. Chylę przed nim czoło, ale szczerze mówiąc mnie bardziej podobają się obrazki do angielskiego wydania, autorstwa Quentina Blake’a. Oto one:  

Autor © :  Beata ,  napisz do autora : email



Autor

MK
avatar


0 komentarzy



Skomentuj


Odpowiedz

(wymagane)